Za darmo? Nie, za krzesiwo

Zwykły wpis

Nic tak nie wzbudza emocji w humanistach, jak dyskusja o pieniądzach, kosztach, wycenie. Niby wszystko już na ten temat wiadomo – że nie warto pracować za zaniżoną stawkę, trzeba się cenić i bez żenady podawać konkretne kwoty – a i tak moment, w którym trzeba porozmawiać o pieniądzach, stresuje i budzi swego rodzaju zażenowanie. U niektórych pojawia się myśl w stylu: „o pieniądzach humaniście czy artyście gadać przecież nie wypada”. Sama, pamiętam, długo miałam problem z negocjowaniem, zwłaszcza przy zleceniach, które miały związek z jakąś sferą nauki i kultury, bo przecież „to taki szczytny cel” i „w tym przypadku warto choćby za darmo”. No właśnie – czy warto?

Na początku, przeważnie na studiach, życie zmusza. Trzeba zdobyć doświadczenie, zaufanie, sprawdzić się. Z czasem trzeba nauczyć się oceniać, kiedy warto zainwestować w coś bez wynagrodzenia pieniężnego, a kiedy szkoda czasu i sił. Bo nie twierdzę, że nie warto w ogóle. Ile to razy usiłowałam tłumaczyć znajomym, że, choć biorąc udział w danym projekcie nie zarobię, zyskam równie dużo, począwszy od doświadczenia, na nowych kontaktach kończąc. Taką pracę nazywam dziś pracą za krzesiwo.

Czy wszyscy znają baśń Andersena o krzesiwie? Opowiada o żołnierzu, który spotkał tajemniczą staruszkę, oferującą mu interes życia. Babina mówi żołnierzowi, że jeśli chce się szybko wzbogacić, musi dostać się do podziemnego korytarza nieopodal, gdzie znajdzie trzy komnaty; w każdej z nich czeka ogromny pies, strzegący skrzyni z pieniędzmi, wystarczy jednak nakarmić go kostkami, które – proszę bardzo – oferuje staruszka, a będzie można nabrać pieniędzy do woli. Podekscytowany żołnierz zapytał jej tylko, co chce w zamian za tę cenną informację i zaśmiał się, gdy odparła: „A nic… Tylko stare krzesiwo, które gdzieś tam zostawiła moja babka.”

Bohater zwietrzył jednak podstęp i wraz z pieniędzmi krzesiwo wziął dla siebie. Szybko okazało się, że warte było więcej, niż jednorazowe kwoty ze skrzyń. Dzięki niemu można było wezwać strzegące pieniędzy psy, a te, na rozkaz pana, gotowe były przynieść kolejne porcje srebrników i złociszy, zapewniając bohaterowi środki do końca życia.

Krzesiwo to nic innego, jak inwestycja. Coś, co z początku wydaje się może nawet frajerstwem, ale z czasem okazuje się warte niewyobrażalnie wiele. Kojarzy mi się również z wszelkiego rodzaju gratisami, które firmy oferują klientom, aby ich do siebie przywiązać. Nazywam to „efektem krzesiwa”. Ale o tym już może innym razem.

~~~~~~~~~~~~~~

Pracowaliście kiedyś za krzesiwo? A może, Waszym zdaniem, lepiej nie ryzykować? Zapraszam do zostawienia komentarza!