• Najnowsze oblicza Świętego Mikołaja

    Znowu grudzień, znowu Święta Bożego Narodzenia i znowu – a jakże – Święty Mikołaj. Ten najpopularniejszy chyba symbol Gwiazdki, pierwotnie utożsamiany z chrześcijańskim świętym, słynnym z dobroczynności biskupem Miry, na dobre zadomowił się w masowych wyobrażeniach jako słusznej postury dziadek z białą brodą, odziany od stóp do głów na czerwono, nazywany nierzadko „wymysłem Coca-Coli”. Grudniowe reklamy i inna twórczość komercyjna obfitują w coraz bardziej wymyślne przedstawienia jego postaci. Czym zaskoczyły nas w tym roku?

     

    Uwaga! W zależności od kontekstu, poprawne są trzy formy pisowni:

    św. Mikołaj – święty katolicki i prawosławny, postać historyczna i legendarna, biskup Miry z przełomu III i IV wieku

    mikołaj – osoba przebrana za Świętego Mikołaja

    Święty Mikołaj – postać-symbol we współczesnej kulturze masowej, nawiązująca do św. Mikołaja, ale także do postaci z innych tradycji

    A zaglądając do słownika:

    Słownik Języka Polskiego PWN:

    Święty Mikołaj «chrześcijański święty przedstawiany w czerwonym płaszczu i z białą brodą, przynoszący dzieciom prezenty na Boże Narodzenie; też: osoba przebrana za niego»

    mikołaj (przebrany człowiek) -ja; ci -je, -jów: święty mikołaj

     

    Mikołaj jako „wymysł”

    Owszem, ten najpopularniejszy wizerunek Świętego Mikołaja, jaki znamy dziś, został upowszechniony przez markę Coca-Cola, jednak nie wziął się on z powietrza tudzież z braku pomysłu copywritera ślęczącego nad pustą kartką. W latach trzydziestych po raz pierwszy stworzył go amerykański rysownik o szwedzkich korzeniach Huddon Sundblom. Inspirował się przede wszystkim wierszem pod tytułem „A Visit from St. Nicolas” pióra Clementa Clarke’a Moore’a, opublikowanym w 1823 roku w nowojorskiej gazecie. Utwór ten – przetłumaczony na język polski jako „Noc wigilijna” – bodaj po raz pierwszy opisuje Świętego Mikołaja jako człowieka-elfa pędzącego po niebie saniami zaprzężonymi w renifery i wchodzącego do domu przez komin. Korzeni anglosaskiego wyobrażenia szukać należałoby więc raczej u Moor’a niż w samych reklamach Coca-Coli, choć nie mniejsze zasługi mają tu ilustracje innego rysownika, słynnego karykaturzysty Thomasa Nasta, który w świątecznym wydaniu magazynu „Harper’s Weekly” z 1863 roku odmalował Świętego Mikołaja z brodą, w czapce i długim płaszczu, wzorując go z kolei na wyobrażeniach holenderskim i niemieckim. Jednocześnie nie da się ukryć, że Coca-Cola to marka silnie związana ze Świętami Bożego Narodzenia, nie tylko przez postać Świętego Mikołaja, ale również dzięki nowym rytuałom, jak konwój świątecznych ciężarówek. Cóż pozostało odwiecznemu rywalowi? Marka Pepsi w jednej z wakacyjnych reklam przewrotnie przedstawiła Świętego Mikołaja podczas imprezy na plaży:

     

    Mikołaj w kryzysie

    W tegorocznej świątecznej reklamie baterii Duracell Święty Mikołaj jest kimś na kształt CEO wielkiej korporacji, któremu udaje się ocalić pozycję i honor firmy. Brak baterii w sprezentowanych zabawkach i sprzętach RTV mógłby bowiem doprowadzić do kryzysu wizerunkowego ze wszystkimi jego konsekwencjami. Świat świątecznej magii nie byłby w stanie oprzeć się strajkom i złośliwym memom. Na szczęście pojawia się produkt-bohater, który ratuje sytuację:

     

    Mikołaj jako nawrócony złodziej

    Reklama sieci Marks&Spencer mogłaby być ekranizacją rozdziału jednej z książek Michaela Bonda o pluszowym niedźwiadku, który nosi imię na cześć londyńskiego dworca. Miś Paddington, z właściwą sobie dobrodusznością, napotkanego złodzieja prezentów bierze za Świętego Mikołaja. Ten ma co prawda czerwoną bluzę zamiast płaszcza i pończochę zamiast czapki na głowie, ale to wystarczy małemu przybyszowi z Peru. Prezenty wracają na miejsce, rabuś doznaje świątecznego olśnienia, a niedźwiadek może spać spokojnie śniąc o kanapkach z marmoladą.

     

    Mikołaj jako mąż i ojciec

    Jeśli jeszcze nie widzieliście najnowszej świątecznej reklamy Empiku, to uwaga, będzie spoiler. Animowany spot opowiada o chłopcu, który smuci się, że ojciec zawsze podczas wigilijnej kolacji opuszcza rodzinę i znika na całą noc. Rozwiązane tej zagadki okazuje się na tyle łatwe, co ekscentryczne: ten na pozór zwykły facet koło pięćdziesiątki jest Świętym Mikołajem – czy też po prostu dorabia jako mikołaj? –  i nie zdradzając tajemnicy synowi dziwi się, że ten czuje żal. Spokojnie, na końcu mamy oczywiście obowiązkowy happy end.

     

    Mikołaj w równoległej rzeczywistości

    W spocie sieci H&M mała dziewczynka, bohaterka bajki na dobranoc, trafia do równoległej rzeczywistości, w której postrach sieje „zły brat Świętego Mikołaja”. W oryginalnej wersji językowej mamy tu nie amerykańskiego „Santa Claus”, ale brytyjskiego „Father Christmas”. Father Christmas – białobrody starzec lubiący dobre, radosne biesiadowanie – to w zasadzie personifikacja Świąt, znana od stuleci w tradycji brytyjskiej, a upowszechniona w czasach wiktoriańskich. W czasach angielskiej wojny domowej, pod rządami purytanów, gdy Boże Narodzenie zostało zniesione a powiązane z nim obchody zakazane, Father Christmas był przywoływany w literaturze satyrycznej twórców opozycyjnych, jako symbol „dobrych czasów”, które przeminęły. Amerykański Santa Claus ma w sobie wiele cech brytyjskiego pierwowzoru, uzupełnionych o wyobrażenia holenderskie i niemieckie. Obecnie w języku angielskim „Father Christmas” i „Santa Claus” funkcjonują jako synonimy, choć ten pierwszy bardziej kojarzony jest ze stylem wysokim.

     

    Mikołaj jako śmieciarz

    Na bezpośrednie nawiązanie do świątecznych reklam Coca-Coli zdecydowała się organizacja Greenpeace. Mikołaj jest tu cynicznym kierowcą świątecznej ciężarówki-śmieciarki, który po udanej trasie wyrzuca do morza moc plastikowych butelek. Spot ma zwrócić uwagę na problem nadprodukcji opakowań z plastiku, a co za tym idzie, zaśmiecania środowiska.

     

    Jakie jeszcze wcielenia Świętego Mikołaja znacie? Które podoba Wam się najbardziej? I przede wszystkim – kto u Was tradycyjnie przynosi prezenty: Święty Mikołaj, Dzieciątko, Gwiazdor, czy może Dziadek Mróz? 😉

  • Skarby z reklamoteki, czyli Noc Reklamożerców 2017

    Istnieje na świecie wielkie archiwum, które przechowuje reklamy. Mieści się w Crissier w Szwajcarii, a jego zbiory liczą już ponad milion filmów reklamowych, powstałych od zarania kinematografii, bo już od 1898 roku, aż do dzisiaj. Setki korespondentów z agencji z całego świata przesyła doń co roku nawet do 20 000 spotów. Reklamoteka współpracuje z muzeami i stacjami telewizyjnymi, udostępnia też swoje materiały naukowcom i studentom.  Jej pomysłodawcą i założycielem jest Jean Marie Boursicot, miłośnik kina i dawny pracownik agencji reklamowej, który postanowił ocalić od zapomnienia filmy reklamowe, wyrzucane swego czasu bez żadnej archiwizacji. Początkowo robił to w celach edukacyjnych, z czasem jego zbiory urosły do rozmiarów muzeum. Cinémathèque Jean Marie Boursicot, bo tak brzmi w oryginale pełna nazwa niezwykłej biblioteki, organizuje corocznie wielki show The Night of the AdEaters®, znany w Polsce jako Noc Reklamożerców. Jest to pokaz najciekawszych reklam zmontowanych w jeden kilkugodzinny film. Po raz pierwszy Jean Marie Boursicot zorganizował pokaz w Paryżu w 1981 roku, by pozyskać fundusze na konserwację i renowację starych materiałów. Obecnie impreza odbywa się cyklicznie w kilkudziesięciu krajach. W Polce gości od już 1991 roku.

    Noc Reklamożerców nie jest spokojnym przeglądem dla koneserów. O ciszy na sali kinowej można zapomnieć – każdy z widzów na wejściu otrzymuje gwizdek-tutkę i zachęcany jest do żywych reakcji. Gwizdem są kwitowane reklamy wywołujące najwięcej emocji, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. W tym roku pokaz odbył się w kinie Luna, ku rozczarowaniu wielu fanów reklam – tylko w Warszawie (dotychczas odbywał się równolegle w kilku polskich miastach). Trwał prawie cztery godziny. Temat przewodni brzmiał „Universal Love”, ale na ekranie królowała nie tylko miłość. Filmy reklamowały niemal wszystko, począwszy od środków czystości, na kampaniach społecznych kończąc.

    Trzeba przyznać, że prawie każda reklama otrzymała od publiczności porcję gwizdów i może zaledwie kilka upłynęło w ciszy, świadczącej o znudzeniu bądź niezrozumieniu. Najgłośniejszą reakcję budziły reklamy bazujące na ironii i humorze, nierzadko czarnym. Tak było na przykład z holenderską reklamą ubezpieczeń Centraal Beheer o strażniku więziennym, który, jak się na końcu okazuje, będzie „musiał zadzwonić do ubezpieczyciela” (zobacz), czy inspirowana filmem „Gravity” rekalma McDonald’s od TBWA/Paris, w którym astronautę podtrzymuje przy życiu myśl o cheeseburgerze (tutaj). Drugim czynnikiem generującym szał publiki były zwierzęta na ekranie. Na przykład te skaczące na trampolinie w spocie Johna Lewisa na Boże Narodzenie 2016 (zobacz). Reklama karmy Pedigree od meksykańskiej agencji Centra Films opowiadająca o pierwszym spotkaniu człowieka pierwotnego z psem (zobacz) wzbudziła duże rozbawienie, ponieważ doniosłą scenę wieńczy prozaiczna informacja o produkcie. Na tym polega urok i komizm wielu reklam: najbardziej artystyczna kreacja zderza się pod koniec z prozaiczną puentą. Jeśli zderzenie rozegrane jest w sposób inteligentny, reklama jest zabawna, jeżeli nie – jest jeszcze śmieszniej, bo nic tak nie bawi jak kontrast patosu z banałem. Nieco wyżej ceniony bywa efekt odwrotny: lekka scenka spuentowana przekazem dającym do myślenia, najczęściej dotykającym kwestii społecznych, tak jak w reklamie niemieckiego Stowarzyszenia Osób Jąkających się (zobacz – cierpliwości!).

    Część reklam bazowała na innych emocjach. Poruszenie wywołała reklama społeczna fundacji Fondation 30 Millions d’Amis traktująca o porzucaniu zwierząt (uwaga: wzrusza do łez). Na wzruszenie i rozczulenie postawili również twórcy spotu o dwóch pluszowych podróżnikach promującego lotnisko Heathrow (zobacz) czy „historii jednej truskawki” od Ad Council, która dotyka problemu marnowania żywności (zobacz). Atmosferę rozluźnienia i zaciekawienia – „co też to może reklamować?” – wprowadziła reklama wody Evian od francuskiej agencji BETC o surferze lądującym na plaży pełnej dzieci (zobacz). Pozytywnego odzewu doczekały się też refleksyjne i jednocześnie żywiołowe spoty Axe/Lynx, walczące ze stereotypami męskości, a równocześnie zmieniające wizerunek marki (zobacz: kampania „is it ok for guys… oraz kampania „Find your magic” ).

    Humor i wzruszenie – podczas kilkugodzinnego maratonu reklam widzom towarzyszyły podobne emocje, jak przy pełnometrażowych filmach. Spoty, mając polecać produkty, choć krótkie bywają lepsze od filmów kinowych, a filmy same w sobie okazują się  czasem nudnymi, komercyjnymi produktami. Dlaczego więc nie wybrać się do kina dla samych reklam? 😉

    noc